Ojczyzną twórcy jest wszechświat

O Autorze

Autor prac naukowych i literackich. W latach 1974-1989 członek opozycji demokratycznej w Polsce. Zmuszony do wyjazdu z powodu zbyt wielu represji przed 1989 rokiem i po nim.

Przejściowo mieszkał w Szwecji. Od 2007 roku mieszka w Wielkiej Brytanii.

Abato Chłopiec. Poemat epicki. Tom 2, Ziemia

Isaac Jacobovsky

[fragmenty]

Z oddali dobiegły dźwięki
aksamitne skrzypiące

nie zdołał ich zagłuszyć
wieloton kotłów
wielka furta

otwierała swoje wrota

zza nich do uszu chłopca
sfrunęły dźwięczne barwy
zza bramy życia i śmierci
w miejsce smutku

do serca

trafiło wzniosłe szczęście
otarł z policzków gorycz
gnany nieznaną mocą
przez skrzypiącą furtę
wybiegł przed osadę

przedpole było mroczne
dźwięki słyszał wyraźniej
muzykę sponad tafli
mistycznej zatoki
chłopiec stanął na grani
w zapaści po horyzont
ogrom uśpionych wód
wielka tarcza księżyca
blaskiem sięgnęła dolin
rybiego dostatku
nawoływania skrzypiały
jak ciężkie skrzydła furty
przybłęda czuł jakby moc
zapomnianej przeszłości
siła mistycznej skrzypicy
wciągały go
do tajemnego korowodu

Na próżno szukać

co się zdaje

mały chłopiec na grani
samotnie wypatrywał
cudowności świata

kontury zatoki

wydawały się być blisko

tuż obok

stamtąd docierała

czarowna muzyka

żywy blask

ocierał się o znajdę

jak woń spoconego rumaka

ciągnącego za sobą przestrzeń
złożoną z drobnych punkcików
linii

i pojedynczych płaszczyzn

poświata coraz wyraźniejsza
wynurzała się

z ciemnych głębin
onieśmielając malca

nikt przed nim nie oglądał
skrytej natury światła
szybko dźwięki

skrzypicy
rozlały się na wszystko
ich barwa swoim czarem
objęła wodną toń

by w końcu wznieść się
nad głowę chłopca
ponad samo niebo

Trysnęło żywe światło
rozlało się wokół znajdy
potężne

z samego wnętrza zatoki
niespokojnej
drapieżnej głębią tajemnic
i wszechobecnym mrokiem

majestatyczne falowanie
delikatne skrzypienie formy
zachwyciło malca harmonią
łagodnością
zniewalająca iluminacja
nieznany chłopcu dźwięk
także i jego

jak każdego człowieka
czyniły wyjątkowym

złożoność

urzekała umiarem

delikatnym

łatwym do zniekształcenia

jeśli znajda
niemy świadek cudów

zechce wciąż pozostawać z boku
przyglądać się biernie

czerpać ciałem i duszą

z boskości

czegoś tak ulotnego
porównywalnego jedynie

z tańcem rady korowodem
dziewcząt chłopców

sroką złodziejką odlatującą

z fantem

Nic tu po mędrcach ich bajach
pieśniach wędrownych grajków
wyzwalających

tęsknotę do wieczności

nieśmiertelność może się
wypełniać

wielkimi czynami

żaden smok ognisty
pancerny jaszczur
mocarz
nie pokonają śmierci
bez pokory

nawet osada i jej święci
starcy
nie zdołają dotrzeć do źródła
bez surowego stosowania
prawa

ono jest jedno dla żywych
i martwych

karze jednako za czyn myśl
haniebną

sprowadza na człowieka
pasmo nieszczęść

rzuca na dno zatoki

zaciera wszelki

ślad

dobiegną końca tańce
rada ogłosi szybki wyrok
brama osady

będzie świadczyć
przeciwko samowoli
małego przybłędy

Nie czas na powrót do osady
znajdę powstrzymał przed tym
gejzer perłowych iskier

od nich płynęły czyste dźwięki

żaden ołtarz bluźnierców
świętych i ich bogów

nie dorówna naturze
jasnością przekazu doborem
środków sugestii
treścią dotykającą
człowieczego wnętrza

który ubiór sakralny
ofiar na ołtarze
dorówna tunice tulącej
toń morza
szkarłatnej nadlirycznej
niedościgłej co do
stopnia istnienia
wynurzającej się
z ciemnych głębin

wspartej o kręte słupy wody
ciągnącej w górę mokry masyw
oczarowanej tym zatoki

chłopiec znał prawa rzeczy
magię i słabość wzroku
słyszał o cudach

w pieśniach grajków
świadectwach świętej wiary
lecz nie słyszał o dźwiękach
strojnych w barwne
wstążki

Prostota wymagała czegoś
więcej ostrego kontrastu
komplikacji formy

złożonej otwartej na stratę

kto sięgnie strun geniuszu
marzeń o zasadach użytecznych
wyłącznie dobrych
o ogrodach zdobionych
liryczną koroną

święte drzewo osady

piękny przekładaniec

uwikłani weń mędrcy ich wolność
trywialne rytuały zepsute

owoce

przybłęda chciałby sprostać
życiowym wyzwaniom

nie było na to miejsca

w rybackiej osadzie

a teraz jest za murem bramą

i tradycją

nikt go nie będzie ganił chwalił
krytyka czasem nawet słuszna
zawsze raniła drobne serce
malec wstrzymywał nową próbę
zamykał w sobie świat
szukał oparcia pośród dziewcząt
ich szczery aplauz

nieco zdyszany osłabiał myśli
w kipiącej od emocji
głowie chłopca

iskry gasły muzyk przerywał
przeczekiwał

Nie było do przyjęcia

by mały chłopiec bez rodziny
dostąpił bogactwa

nie było sprawiedliwe
by znał znajda miarę
samych rzeczy

nie było od początków

by przybłęda poznał naturę
słów

uwagę chłopca przykuła
opadająca głębiej i głębiej

w czerń zatoki

zjawiskowa harmonia światła
dźwięki przycichły zupełnie
wyparte szczękiem zbroi
rozpruwających wietrzną
przestrzeń
bez której żaden ptak
nie wzniesie się na szczyt
do gniazda

szczęście opuszczało chłopca

nie pytając o zgodę

a był tak blisko odpowiedzi
obawiał się jej i pragnął

niebo nie mogło bez niej istnieć
bogowie jeśliby chcieli zachować
dobre imię
on także musi poznać
skrytą hierarchię ważności
sens wędrówki

Natura nie poskąpiła
tysięcy pułapek

słała światło i ciemność
bóstwa opiekuńcze
przekleństwo

chłopiec nie chciał być
częścią nieznanego świata
dużo wiedział o gwiazdach
ich walce ognistej

każda chciała koronę
wyłącznie dla siebie

plamy zaczęły znikać
zmęczone potyczką
pozostał niemy ślad
kropeczki niebieskie
żółtawe nostalgiczne
stracone dla ziemi

tylko słońce zostało

za nim jeszcze kilka
schowanych że nie widać
gdy patrzył bez szkiełka
wolał przymknąć powieki
by ogień mniej raził
płomień gorącem tworzył
co dobre i piękne

niegdyś bo dzisiaj służy
wielu bogom paląc łąki
ziarno pól progi domostw

woda próbuje pomóc
mocny wiatr i ziemia
znajda czuł jej obecność
drgającą harmonią

Źrebię zbłąkane w polu
przy głównym trakcie

nie było sprawiedliwe
by znajda

podzielił jego los

wojownik rzucił arkan
lecz źrebię zerwało pętlę

nie było od początków

by przybłęda mógł poznać
tajemnice życia i śmierci

chłopiec nie dostrzegł
istoty zagrożenia

czuł się bezpieczny
poza murem osady
miał tylko żal do zgrai
jeźdźców
za zakłócenie nastroju
brutalne zbrukanie
piękna

tętent kopyt

rozerwał struny skrzypicy
tysiące zbrojnych
wjechało na przedpole
osaczając osadę

boska poświata

zsunęła się w głębinę
zniknęła

porzucając malca

na grani brzegu

Woje ciągnęli sieci

w trzewia wrzosowiska ścieżki
leśne parowy plecione z pajęczyn
zastawiali pułapki na zwierzęce
dusze

tuż przy cielesnym wodopoju

przybłęda zdrów i cały

myślał o powrocie

do śpiewu tańca dziewcząt
malowanych chłopców
chronionych świętą bramą murem
spokojem tajemniczej osady
enklawy wolnej od rozboju

nieczułej na podstępy ataki
niszczenie

nie mógł malec przeskoczyć
przez leśne parowy

rażony w nogę żądłem jednym
drugim trzecim
rój rozwścieczonych ogni dopadł
spiętą nogę

żądając większej troski pełnej
duchowości
dla drętwiejących mięśni

nie mógł skakać na jednej
i na drugiej nodze

gdy mrowienie ustało
czmychnął czym prędzej
w pobliskie zarośla
na przymorskie zapiecki
przy spokojnym brzegu

Malec pośpiesznie kucnął
w przybrzeżnych zaroślach
stąd przyglądał się
nocnemu najazdowi
w oddali widział mrowie
lśniących ogni

roztrzaskiwanych o żywe mury
osady
ludzie zbrojni w żelazne piki
umierali z palącym w uszach
krzykiem

miażdżeni jakby prasą
oliwnej tłoczni
oblekani w czerwone od krwi
odzienie

naznaczani sprawiedliwością
której nie dane im było
zasmakować

za życia

zbrojni oblali łojem
bezbronne prosiaki
owinęli szmatami
pognali wprost na bramę
łucznik puścił cięciwę
podpalił zwierzęta
by zaoszczędzić własne życie

lecz brama i tę próbę

zwycięsko przetrwała

mur wchłonął swąd warchlaków
wędzone tusze krwawe ryje

rozdarte racice
podporządkowując cielesność
duchowości

Zjawiskowa biel bladła
rzęsy wód zatokowych
opadały bezwładnie

by spotkać mroki głębin
zniknąć bezpowrotnie

minuta po minucie czerń
zmieniała swoją intensywność
wewnątrz zawiesista

na zewnątrz wijąca się ruchliwa
wypełniona robactwem
stawała się przeciwieństwem
piękna

cisza zdusiła dźwięki

kojącej harmonii

natura pełna obaw

zatroskana o losy świata

armię zbrojnych i życie w osadzie

mur pomieści

co mu los przyniesie

zgraję głupców ludzi bez honoru
ich kapłanów wodzów

nawet bogów

nie pozwoli uciec z krwawej bitwy
wymknąć się górą bokiem
odstąpić miejsce innym
zasłużonym dostojnym

próżnym

rzeczpospolita trupów

umarłych dusz wewnątrz zatęchła
z brzegów ruchliwa śliska

w krwawiących bandażach

            Lublin-Örebro-Edynburg 1983-2022

[w] Isaac Jacobovsky, Abato Chłopiec. Poemat epicki — Villanella szkocka. Tom 2, Ziemia, Wyd. EcruStone, Edynburg — Warszawa 2023, ss. 10-32