Ojczyzną twórcy jest wszechświat

O Autorze

Autor prac naukowych i literackich. W latach 1974-1989 członek opozycji demokratycznej w Polsce. Zmuszony do wyjazdu z powodu zbyt wielu represji przed 1989 rokiem i po nim.

Przejściowo mieszkał w Szwecji. Od 2007 roku mieszka w Wielkiej Brytanii.

Abato Chłopiec. Poemat epicki. Tom 3, Ogień

Isaac Jacobovsky

[fragmenty]

Ziemia udźwignie wszystko
święte drzewo lot ptaków
rwące nurty rzeki

nieznaną pieśń jej słowa
owoce drzew
złote pachnące wiatrem
przykryte półcieniem

łodzie płyną w listowiu
wiercą smołą i słońcem
łaskoczą dziurki w nosie
chłopiec mógł się urodzić
w miejscu bez krzty cienia
na brzegu wiecznej rzeki
i być darem niebios

jak ziemia

gdy ciężary

znosi bez szemrania
tęsknotę dziecka do matki
do szczypty ciepła
melodii
wieczornej kołysanki

nie pamiętał komu ją nucił

czas chłopcu wynagrodzi

w rzece wody zabraknie

dno łodzi nic że z dziurą
osiądzie na mieliźnie

rzeką popłyną czyste dźwięki
okrążać będą złote drzewo

ono ma wiele pierwszych źródeł
jedno z nich tryska mlekiem
kąpiących się kobiet

inne zdroje ślą zbrojnych

na pomoc wędrowcom

być może również znajdzie

Kowal zaufał chłopcu
zbliżył się do drzewa
podał mu złotą gałąź

z dorodnym owocem

by znajda ją przytwierdził
do pustki w koronie
w starcach wyczyn ten wzbudził
głęboką nieśmiałość

ludzie cieszyli się

z odnowionej gałęzi
raz złotej raz żelaznej

bez rozumnego porządku

strażnicy coraz odważniej
żądali prawdy

skąd jeniec miał siłę

by dotknąć święte drzewo
i nadal żyć

malec znalazł się nagle
w śmiertelnej pułapce

ty jesteś

Abato Chłopiec

nawet jeżeli wcześniej

nie powiedziano ci o tym
bo jeśli nim nie jesteś

to nie masz prawa żyć
jestem znajdą

bez ojca matki

pojmał mnie woj w masce
mały chłopiec kłamał

jak przedtem i potem

lecz nikt rozsądny

nie chciał go dłużej słuchać

W wiosce nie zapomniano
o bogatych kupcach

od dawna szukających
chłopca
innego od wszystkich
oferowali za niego

każdą cenę

by żywego dostarczyć

pod sąd wielkiego władcy
pierwszego mocarza świata
a chociaż nikt tutaj
nic pewnego nie wiedział
o malcu zwanym

Abato Chłopiec

mędrcy przyglądali się
znajdzie

ten jeniec był inny

od wszystkich ludzi

nie spał

nie jadł i nie pił
pojmany przez woja

w żelaznej masce

szedł niestrudzony

za zaciągiem drogą której
pieszo nie miał prawa
pokonać żaden człowiek
i żyć
schwytany pośród wilków
wataha miała łatwą zdobycz
lecz ustąpiła choć głód
wyzierał z oczu
piana ciekła z pysków

sierść zjeżona przed skokiem

Jeniec ciężko pracował

u kowala

kruszył żelazny gruz mielił
złoty piach srebro
dodawał do czystego złota
mieszał wytrwale
dłońmi formował czerń i żółć
a mimo to nie zwęglił
choćby skrawka skóry

ogień był dlań jak matka
ojciec
czerwień żaru

żółć chłodu

bliska korze świętego drzewa

wzmacniał kadź prażeniem
maź była dlań jak siostra
mówił do niej z uczuciem
sam nią był sto razy
odkrywał czułości
dodawał do form serce
wraz ze srebrem złotem

stworzył przemyślną broń
nie znano takiej w całym
świecie

w miejsce prastarej pustki
ofiarował boskiemu drzewu
nową złotą gałąź
z kunsztownie ozdobionym
świętym owocem

drzewo po raz pierwszy
przyjęło dar wioski
nie żądając nic w zamian

Mimo litery prawa

że nowiny

trzeba zachować w tajemnicy
kupcy dawno zdradzili
starców zbrojnej wioski
powiadomili o cudach
królów i wodzów

mocarz już wcześniej

w tajemnicy słał szpiegów
bo niestrudzenie od lat

starał się schwytać malca
zwanego Abato Chłopiec

by go żywego lub martwego
dostarczyć przed sąd
sprawiedliwy

surowy wyrok śmierci

czekał cierpliwie

spisany królewską krwią

do wioski przybyli
skuszeni szybką wieścią

o osadzie słynącej

ze szlachetnych mędrców
darów złotego drzewa

i nowych wielkich cudów
wysłannicy monarchii
posłowie wielu ziem
żądając wydania jeńca
rozmawiającego z ogniem
ludzkim głosem

młodego maga

zwanego Abato Chłopiec
lecz rada nie była skora
oddać znajdę bez targu

Chłopiec wystraszył się
bliskiej przyszłości

wciąż nie znał odpowiedzi

na najważniejsze pytanie
dlaczego jest inny od tak wielu

inny od wszystkich
nie chciał opuszczać

tego miejsca

mógłby odsłonić tajemnice

o których nie śnił nikt na świecie
tu mógłby zmieniać w złoto
ludzi
zamiast przymuszać do kruszenia
skał złotonośnych

czas marnować

na oczyszczanie
wytapianie żółtego proszku
bezczeszczenie świętego ognia
ludzie to żywy kruszec
podatny na lanie w formy
by w nich zastygli w kształtach
tak pięknych jak niegdyś

łowczy nie zdąży dziś z pomocą
zad konia tarza się w ukropie
smalona łuna nad wierzchowcem
już tańczy w rytmie śmierci

znajda zadarł wysoko głowę
zaglądnął mędrcom w oczy
spojrzeniem

w którym ptak poderwał się
do najwyższego lotu
z niedostępnego im gniazda

Rada słuchała zawstydzona
mędrcy milczeli nie wierzyli
ciało nie sprosta rzeczom

a rzeczy zadaniom
starcy znali zaklęcia
skuteczne na chaos
pomagały donosy podstęp
i nagrody
magowie znali czeluść
pomiędzy gwiazdami
kruki tajemną mowę

nią z deszczowej sadzawki
łowiły dusze przodków
mędrcy mieli sposoby
o których milczeli
niepewni następstw
stanęło na próbie

rada nim wezwie jeńców
kazała wrzucić w kadzie
zwłoki znajdy-maga
by sam na sobie dowiódł

co twierdził z uporem

gdy strażnik chciał go związać

buchnął jasny płomień

ptak nie zdążyłby uciec

i było po wszystkim

została grudka prochu

znajda zebrał ją dłońmi

rzucił na dno tygla

ogień wystrzelił w niebo
żwawo rozpoczął dzieło
zazłociła się poludzka maź
lana w gliniane formy

piękna na ozdoby

Przyjezdni z podziwem oglądali
kunsztowny pokaz magii
chłopiec ostudził kruszec
położył przed radą
nigdy więcej

groźne słowa słyszał nawet głuchy
dostrzegał ślepy dotknął ich bezręki
zrozumiał wiejski głupek

próba powiodła się

raziła dokładnością przewidywań
młodego jeńca

nagła eksplozja światła

była zbyt gwałtowna

by zdążył w szpony chwycić orzeł
zdobycz co jest tak blisko
świętego drzewa

znajdy

duszy w ciele człowieka

wokół panowały strach i pożądanie
ludzie milczeli pełni przekleństw
głośno skarżyli się na życie

rada nie zamierzała sprzedać jeńca
pozbawić się dochodów w złocie
w przyszłości chciałaby uzbroić
miliony

podbić krańce świata

pokonać tyranów
wioska płaciła im daninę

starcy nie spełnią żądań posłów
nie odważą się zaprowadzić
złotonośnego jeńca

na targ niewolników

Dziecko jeszcze osesek
bez ojca i matki

znajda

wyrwany z kłów watahy
przez wojów
jest tu mile widzianym
jednym z wielu z wioski
ma prawo do wolności
jedzenia i picia
do tańca wokół drzewa
płochych dziewcząt chłopców
ma prawo mędrcom
odsłaniać tajemnice o których
niekiedy rozmyślają bywalcy
pustelni

wioska nie sprzeda jeńca

na próżno przybyliście

posłowie królewscy

odejdźcie stąd bez zwady

bo wielu z was zginie
tłumicie w sobie wrogość

jad gadów i fałsz

strzęp pokracznej duszy

ta nie przeżyje upadku

trafi z wami do kadzi

rada prosi pokornie

nie szuka konfliktów

można próbować słowem
odwlec przeznaczenie

robić częste uniki modlić się

o wsparcie

słychać cykanie lat siłę stuleci
świetlaną przyszłość

mówimy po dobroci idźcie

Znajda znów wpadł w pułapkę
posłowie stanęli ze zbrojnymi
u bram buńczucznej wioski

nie chcieli czekać aż skarbiec
urośnie ponad miarę
wioska uzbroi zbójów
łotrów przeciw królom

nocą malec poskarżył się
księżycom na los nieznany
siłę wielką

pragnął jej
choć celu nie rozumiał

i siebie samego
nieboskłon złote gwiazdy
przykrył srebrną tarczą
do brzasku daleko

mgła zawisła w powietrzu

trzask łamanych umocnień

świst oddechu pamięć zła

gdy zabrakło już czasu by odejść
z miejsca przeznaczenia śledzić
przypadki z zewnątrz spoza czasu

chłopiec usłyszał dźwięki
aksamitne skrzypicy

brama rozwarła czarne wrota
zza nich do uszu malca
sfrunęły dźwięczne barwy

żal w sercu zastąpiło szczęście
gnany mocą minął bramę
w gęstej mgle wbiegł wprost
do klatki zastawionej na niego
przez szpiegów mocarza

Serce cząsteczka ciała

w wymiarze fizycznym

przecina połoniny krawędzie
przepaście podmorskie prądy
rzeczne drogi w poszukiwaniu
nowych wyzwań

ciało nurzane we mgle

łowczy korzysta z tego
rozstawia klatki

otwarte

na przeżycia duchowe mistyczne
są całym światem

wie to pająk na wietrze

złapał w swą sieć ważkę

by wspólnie kontemplować

co niewypowiedziane

z natury swej dostępne

nielicznym

jak złoto krew w nie wsiąka
stanowi jedność duszy ciała
uderza armią zbrojnych

by więcej zrozumieć

chłopiec spisze wyprawy

zadba by pamięć pokonała
skłonność ludzi do kłamstwa
raz na zawsze zamknie czas

w Księgach Wojen

zaświadczy o ataku mocarza

na radę i jej wioskę

o toporze zwycięzców

hańbie kobiet

i własnym ocaleniu

przed armią

samym sobą

Kwiaty były świadkami
pagórki i lasy

ciągłych zmagań ludzkości
ze światem człowieka
pięknymi zapachami
bujnym zabarwieniem
próbowały powstrzymać
ludzi przed zagładą
chłopiec wchłaniał woń
rankiem

rośliny zwierzęta

nie umiały pomóc

ludzie gubili ludzi

w imieniu przyszłości
życie karało znajdę zwykle
przez pomyłkę
tragedie zbyt okrutne

by nie chcieć być ślepym
głuchym

pamiętać i zapomnieć

a teraz on sam wybuchnął
płomieniami spopielił strażnika
zamienił go w złoty kruszec

malec nosił w sobie
żywy nadmiar ognia
złoto

też jest strażnikiem
mógłby go więcej zdobyć
tak bawił się myślami
był więźniem w klatce
a roznosiło go poczucie
niezwykłej mocy

Kolory w palecie barw
mieszają się z nutami
szafran ognia

przenika takt
zapach tłoczy wrażenia
przez pory naskórka
rozchodzi się promiennie

sięga strun głosowych
uszu szczeliny źrenic
zamieniając naturę
w rozmazane słońce

ono topi powłoki

czaszkę i kształt włosów
wachlarz uczuć ach miłość
ta walczy do końca
żywa jak zieleń mięty
tęskni za powonieniem
smakami grynszpanu

w sekwencji myśli
przestrzeń belkowana
cyjanem pikowana szafirem
z szorstkim smakiem
ulotnym

pieśń zniechęca żywioły

do przemocy

lecz dzieje nie próżnują
chleb ma barwę pożogi
woda jest zatruta

miliony kopią groby

na wielkie idee

przystań grozy liryczna
gwiazd na niebie zabraknie
domu i ojczyzny

            Lublin-Örebro-Edynburg 1983-2022

[w] Isaac Jacobovsky, Abato Chłopiec. Poemat epicki — Villanella szkocka. Tom 3, Ogień, Wyd. EcruStone, Edynburg — Warszawa 2023, ss. 200-224