Isaac Jacobovsky
[fragmenty]
Cztery jagody
Cztery czarne jagody
wpadły do srebrnej wody
Jedna się przestraszyła
i wodą zakrztusiła
Druga chciała uciekać
jakby wpadła do mleka
Trzecia uradowana
pływałaby do rana
Czwarta na dno spłynęła
w cieple Słońca usnęła
Dwa latawce
Dziś biegałam po rosie
gdy tatuś łąkę kosił
Wąchałam polne kwiatki
trawę, mlecz i bławatki
Nadleciały latawce
dwie chmury na agrafce
Agrafka się zmęczyła
chmury z rączek puściła
Latawce pospadały
na łąkę, na świat cały
Deszcz zmoczył wszystko wkoło
świerszcze grały wesoło
Żaby w stawie kumkały
ryby mnie ochlapały
W deszczu cała polana
pluskała się od rana
Piękne kaczątko
Dziś Ania u babusi
widziała jaja strusi
Widziała jaja kury
wywrócone do góry
I jajeczka kukułki
malutkie jak pigułki
Na końcu jajo kacze
ach, pękło! — już pisklę skacze
Ania poi je wodą
słońce budzi pogodą
Srebrna konewka
Obok chorego drzewka
stoi srebrna konewka
Z gładkim, pękatym brzuszkiem
z drobnym sitkiem, z łańcuszkiem
Już gałązki ogrzewa
bandażuje bok drzewa
Srebrzyste pożywienie
już leje na korzenie
Drzewko jeszcze malutkie
jeszcze listki drobniutkie
Nagle — rosnąć zaczyna
coraz wyżej się wspina
Choroby ani śladu
już nie trzeba okładów
Stop! Wystarczy! Wspaniale!
lecz drzewo rośnie dalej…
Sięga już ponad góry
zaraz dosięgnie chmury!
I wyżej. I najwyżej
do gwiazd jest coraz bliżej!
…W końcu pod drzewem Ania
ocknęła się z drzemania
Teraz dotyka piętą
konewkę między miętą
Ania ma parasol
Zaraz z nieba ulewa
runie na domy, drzewa
Aniu! woła skowronek
deszcz zmoczy mi ogonek
Aniu! krzyczą zajączki
chcemy na twoje rączki
Aniu! prosi Anię jeż
i mnie ratuj, i mnie też!
Lało będzie że aż strach
z parasola zrób nam dach
Deszcz ledwo wisi w górze
w złocistej wielkiej chmurze
Zmoczy nam zaraz głowy
katar będzie gotowy!
Ani uciekł lunch!
Biegnie Ania przez las
zatrzymał ją Czas
Stój! Dosyć ambarasów!
Puszczaj, ja nie mam czasu!
Drapie się Czas po głowie
zupełnie nic nie robię
wszyscy są zabiegani
chyba jestem do bani!
Za Anią biegnie Smok
Stój! Ani o krok!
Ale ja nie mam czasu!
lunch mi uciekł do lasu…
Drapie się Smok po nosie
wyraźnie jest nie w sosie
świat cały gdzieś ucieka
a on mam czas, wciąż zwleka
Za Smokiem gęsty kurz
Stój! Ale to już!
Ania przeprasza z lasu
Wybacz, ja nie mam czasu!
Drapie się Czas za uchem
zagląda pod pazuchę
przygląda się przeszłości
przez nią same przykrości!
A w lesie niespodzianka!
z jagodami owsianka
Słoneczna podróż
Rosły drzewiny na środku łąki
jedno wysokie z piękną koroną
drugie z trudnością puszczało pąki
czując się świata tą gorszą stroną
Stale musiało walczyć z wichrami
chować listeczki zimą przed lodem
czasem skropiło poletko łzami
za niekończącą się niepogodę
Drzewka chorego codzienne trudy
słonko dostrzegło wysoko w niebie
splotło z promieni warkoczyk rudy
nim przywiązało malca do siebie
I poleciało drzewko za słonkiem
wszystkie zwiedzając zakątki świata
radośnie świecąc złotym pąkiem
zimą surową i w porze lata
Potem witały je leśne ptaki
gdy po podróży sfrunęło z góry
na swą polankę ubraną w maki
tam – gdzie koziołki fika miś bury
Wszystkie zwierzęta duże i małe
przyszły pod drzewko posłuchać wieści
chcą tu zamieszkać z Anią na stałe
bajek ciekawe i opowieści
Słoń wdrapał się na dach!
Mamusia i ciemna noc
mówimy Ci — Dobranoc!
Śpij, uśnij nam szybciutko
bo latem noc trwa krótko
— Usnąć? To wielka sztuka
gdy na dachu słoń stuka!
Północ
Czy północ to pół nocy?
Czy o północy są sny?
Czy jest widno, czy ciemno?
Czy to dnia góra, czy dno?
Czy wtedy straszy ludzi?
Czy sowa ze snu budzi?
Czy gada zegar stary?
Czy patrzą okulary?
Co słowo “północ” znaczy?
Kto Ani wytłumaczy?
Bajka do góry nogami
Małpki książkę czytały
…lecz nie tak ją trzymały
Wszystko tu jest odwrotnie
dziwacznie i przewrotnie
Literki przekręcone
kropki źle postawione
Ulice zaraz spadną
na niebo — czyli na dno
Auto koła ma w górze
dachem sunie ku chmurze
Każdy dom stoi w dymie
na swym własnym kominie
Każdy człowiek na głowie
na ogonach psów mrowie
…Nawet Ania w łóżeczku
w lewym górnym kąteczku
W śnie wywraca czasami
świat do góry nogami!
Sen niedźwiadków
Czy misie może chore?
Nie wyszły znów na dworek!
Zamiast biegać dzień cały
W łóżeczkach smacznie spały
Choć im słonie trąbiły
Wcale ich nie zbudziły!
Już jest najwyższa pora
Trzeba wezwać doktora
Odszukały zwierzęta
Doktora w leśnych kępach
A on w głowę się drapał
Głośno stękał i sapał
W końcu wszystkim powiedział:
— Chorują na niedźwiedzia!
Księgarnia
Nową mieć chciała Ania
książeczkę do czytania
Zajrzała do apteki
— Nie! Nie przyszłam po leki
Do sklepu z białym serkiem
pojechała rowerkiem
Sprawdziła pod szafami
w pawilonie z meblami
Była w salonie mody
w cukierni zjadła lody
Posiliła się gruszką
w sklepie z marchwią, pietruszką
Całe miasto zwiedziła
lecz książki nie kupiła
A księgarnia tuż, tuż, tuż
spójrz tam! Aniu, czynna już
Noc
Szedł ulicą stary dziad
dzieciom sny do łóżek kładł
Zgasił lampy wszystkie trzy
zaraz czwartą zgasi, brrrr
Wszędzie strasznie, ciemno, ach
może wejść tu coś przez dach
Może dziurę w ścianie kuć
może w paszczy jęzor żuć
Straszna, najstraszniejsza noc
trzeba schować głowę w koc
Trzeba się zamienić w słuch
żeby dostrzec każdy ruch
Schować ręce, nogi dwie
bo inaczej będzie źle
Och! Już słychać wielki młot
nic… to tylko serca grzmot
Oj! Tam idzie mnóstwo zjaw
nie… to tylko szumi staw
Ach! Coś oświetliło świat
— Promyk Słońca tu się wkradł?
Świt
Nie stoi i nie leży
nie używa talerzy
Nic nie je i nie pije
choć całą wieczność żyje
Nie ma głowy, rąk i nóg
a przewrócić świat by mógł
Nie ma nawet ubrania
choć jest do oglądania
Przychodzi i odchodzi
i noce z dniami godzi
Czy zgadłyście już, dzieci?
— to świt, to Słońce świeci
Księżyc zaś podąża spać
byście mogły rano wstać!
A może świtem z rosą
przywitacie się boso?
Świata nie ma — As go zjadł!
Aniu, co to są chmury?
— To latające góry
Powiedz, co to latawce?
— To łaty na nogawce
A powiedz, co to żagiel?
— To piana, jeziorna biel
Aniu, a co to woda?
— To mokra niepogoda
Co to jest zatem Słońce?
— To coś, co ma trzy końce
Powiedz, co to horyzont?
— To to, co najdalej stąd
Aniu, powiedz, co to czas?
— Skoczek, który w buty wlazł
Powiedz, czym jest muzyka?
— To zegar, kiedy cyka
Może wiesz, co to jest świat?
— Świata nie ma, As go zjadł
Powiedz więc, co to dusza?
— Coś, co się w bajkach rusza
Czy jest jeszcze poezja?
— Jej jedynej As nie zjadł
Czy wiesz, Aniu, co to sny?
— Mama, Tata, noc i my!
Ty także masz sny
To, co mała Ania śni
jest jak pestka czereśni
Albo jak łodyżka bzu
albo jak latawiec z lnu
Co się śni małej Ani
jest żaglem przy przystani
Parowcem pod chmurami
nad rzeką, nad lasami
Co przyśni Ania mała
jest jak brzoskwinia cała
Jest jak sok z winorośli
…lubią go też dorośli
Posłuchaj! Co śni Ania
jest jak skrzypki do grania
Fujarki — z drewna, ze szkła
lekko zamglone, gdy mgła
— Czy Ty także miewasz sny?
Tak? Opowiedz, proszę, mi
Bajka dla dzieci dorosłych
Choć przyjaciółmi byli
COŚ i NIC się kłócili
Jam starsze — NIC mówiło
Tak będzie, jest i było
Ty jesteś ważne mało
Pewne swego dodało
Kto by beze mnie istniał?
Czego od Ciebie by chciał?
Odbierać, mój przywilej
Gdy każę dać, dać chciej
Każę Ci przestać, przestań
Świat pomieści ma przystań
Ja jestem doskonałe
Ty chwilowe i małe!
COŚ milczy, gwiazdy liczy
Głowę w rachunkach ćwiczy
Wtem — jakby się zbudziło
Coś z niczego zrobiło
Lublin 1981
[w] Isaac Jacobovsky, Co się śni małej Ani. Wiersze dla dzieci. Maszynopis, Lublin 1981, ss. 9 i nast.
