Ojczyzną twórcy jest wszechświat

O Autorze

Autor prac naukowych i literackich. W latach 1974-1989 członek opozycji demokratycznej w Polsce. Zmuszony do wyjazdu z powodu zbyt wielu represji przed 1989 rokiem i po nim.

Przejściowo mieszkał w Szwecji. Od 2007 roku mieszka w Wielkiej Brytanii.

Co się śni małej Ani. Wiersze dla dzieci

Isaac Jacobovsky

[fragmenty]

Cztery jagody

Cztery czarne jagody
wpadły do srebrnej wody

Jedna się przestraszyła
i wodą zakrztusiła

Druga chciała uciekać
jakby wpadła do mleka

Trzecia uradowana
pływałaby do rana

Czwarta na dno spłynęła
w cieple Słońca usnęła

Dwa latawce
Dziś biegałam po rosie
gdy tatuś łąkę kosił

Wąchałam polne kwiatki
trawę, mlecz i bławatki

Nadleciały latawce
dwie chmury na agrafce

Agrafka się zmęczyła
chmury z rączek puściła

Latawce pospadały
na łąkę, na świat cały


Deszcz zmoczył wszystko wkoło

świerszcze grały wesoło

Żaby w stawie kumkały
ryby mnie ochlapały

W deszczu cała polana
pluskała się od rana

Piękne kaczątko
Dziś Ania u babusi
widziała jaja strusi


Widziała jaja kury
wywrócone do góry


I jajeczka kukułki
malutkie jak pigułki


Na końcu jajo kacze
ach, pękło! — już pisklę skacze


Ania poi je wodą
słońce budzi pogodą

Srebrna konewka

Obok chorego drzewka
stoi srebrna konewka

Z gładkim, pękatym brzuszkiem
z drobnym sitkiem, z łańcuszkiem

Już gałązki ogrzewa
bandażuje bok drzewa

Srebrzyste pożywienie
już leje na korzenie

Drzewko jeszcze malutkie
jeszcze listki drobniutkie

Nagle — rosnąć zaczyna
coraz wyżej się wspina

Choroby ani śladu
już nie trzeba okładów

Stop! Wystarczy! Wspaniale!
lecz drzewo rośnie dalej…

Sięga już ponad góry
zaraz dosięgnie chmury!

I wyżej. I najwyżej
do gwiazd jest coraz bliżej!

…W końcu pod drzewem Ania
ocknęła się z drzemania

Teraz dotyka piętą
konewkę między miętą

Ania ma parasol

Zaraz z nieba ulewa
runie na domy, drzewa

Aniu! woła skowronek
deszcz zmoczy mi ogonek

Aniu! krzyczą zajączki
chcemy na twoje rączki

Aniu! prosi Anię jeż
i mnie ratuj, i mnie też!

Lało będzie że aż strach
z parasola zrób nam dach

Deszcz ledwo wisi w górze
w złocistej wielkiej chmurze

Zmoczy nam zaraz głowy
katar będzie gotowy!

Ani uciekł lunch!

Biegnie Ania przez las 

zatrzymał ją Czas

Stój! Dosyć ambarasów!

Puszczaj, ja nie mam czasu!

Drapie się Czas po głowie

zupełnie nic nie robię

wszyscy są zabiegani

chyba jestem do bani!

Za Anią biegnie Smok

Stój! Ani o krok!

Ale ja nie mam czasu!

lunch mi uciekł do lasu…

Drapie się Smok po nosie

wyraźnie jest nie w sosie

świat cały gdzieś ucieka

a on mam czas, wciąż zwleka

Za Smokiem gęsty kurz

Stój! Ale to już!

Ania przeprasza z lasu

Wybacz, ja nie mam czasu!

Drapie się Czas za uchem

zagląda pod pazuchę

przygląda się przeszłości

przez nią same przykrości!

A w lesie niespodzianka!

z jagodami owsianka

Słoneczna podróż

Rosły drzewiny na środku łąki

jedno wysokie z piękną koroną

drugie z trudnością puszczało pąki

czując się świata tą gorszą stroną

Stale musiało walczyć z wichrami

chować listeczki zimą przed lodem

czasem skropiło poletko łzami

za niekończącą się niepogodę

Drzewka chorego codzienne trudy

słonko dostrzegło wysoko w niebie

splotło z promieni warkoczyk rudy

nim przywiązało malca do siebie

I poleciało drzewko za słonkiem

wszystkie zwiedzając zakątki świata

radośnie świecąc złotym pąkiem

zimą surową i w porze lata

Potem witały je leśne ptaki

gdy po podróży sfrunęło z góry

na swą polankę ubraną w maki

tam – gdzie koziołki fika miś bury

Wszystkie zwierzęta duże i małe

przyszły pod drzewko posłuchać wieści

chcą tu zamieszkać z Anią na stałe

bajek ciekawe i opowieści

Słoń wdrapał się na dach!

Mamusia i ciemna noc
mówimy Ci — Dobranoc!

Śpij, uśnij nam szybciutko
bo latem noc trwa krótko

— Usnąć? To wielka sztuka
gdy na dachu słoń stuka!

Północ

Czy północ to pół nocy?
Czy o północy są sny?
Czy jest widno, czy ciemno?
Czy to dnia góra, czy dno?
Czy wtedy straszy ludzi?
Czy sowa ze snu budzi?
Czy gada zegar stary?
Czy patrzą okulary?
Co słowo “północ” znaczy?
Kto Ani wytłumaczy?

Bajka do góry nogami

Małpki książkę czytały
…lecz nie tak ją trzymały

Wszystko tu jest odwrotnie
dziwacznie i przewrotnie

Literki przekręcone
kropki źle postawione

Ulice zaraz spadną
na niebo — czyli na dno

Auto koła ma w górze
dachem sunie ku chmurze

Każdy dom stoi w dymie
na swym własnym kominie

Każdy człowiek na głowie
na ogonach psów mrowie

…Nawet Ania w łóżeczku
w lewym górnym kąteczku

W śnie wywraca czasami
świat do góry nogami!

Sen niedźwiadków
Czy misie może chore?
Nie wyszły znów na dworek!
Zamiast biegać dzień cały
W łóżeczkach smacznie spały
Choć im słonie trąbiły
Wcale ich nie zbudziły!
Już jest najwyższa pora
Trzeba wezwać doktora
Odszukały zwierzęta
Doktora w leśnych kępach
A on w głowę się drapał
Głośno stękał i sapał
W końcu wszystkim powiedział:
— Chorują na niedźwiedzia!

Księgarnia

Nową mieć chciała Ania
książeczkę do czytania

Zajrzała do apteki
— Nie! Nie przyszłam po leki

Do sklepu z białym serkiem
pojechała rowerkiem

Sprawdziła pod szafami
w pawilonie z meblami

Była w salonie mody
w cukierni zjadła lody

Posiliła się gruszką
w sklepie z marchwią, pietruszką

Całe miasto zwiedziła
lecz książki nie kupiła

A księgarnia tuż, tuż, tuż
spójrz tam! Aniu, czynna już

Noc

Szedł ulicą stary dziad
dzieciom sny do łóżek kładł

Zgasił lampy wszystkie trzy
zaraz czwartą zgasi, brrrr

Wszędzie strasznie, ciemno, ach
może wejść tu coś przez dach

Może dziurę w ścianie kuć
może w paszczy jęzor żuć

Straszna, najstraszniejsza noc
trzeba schować głowę w koc

Trzeba się zamienić w słuch
żeby dostrzec każdy ruch

Schować ręce, nogi dwie
bo inaczej będzie źle

Och! Już słychać wielki młot
nic… to tylko serca grzmot

Oj! Tam idzie mnóstwo zjaw
nie… to tylko szumi staw

Ach! Coś oświetliło świat
— Promyk Słońca tu się wkradł?

Świt

Nie stoi i nie leży
nie używa talerzy

Nic nie je i nie pije
choć całą wieczność żyje

Nie ma głowy, rąk i nóg
a przewrócić świat by mógł

Nie ma nawet ubrania
choć jest do oglądania

Przychodzi i odchodzi
i noce z dniami godzi

Czy zgadłyście już, dzieci?
— to świt, to Słońce świeci

Księżyc zaś podąża spać
byście mogły rano wstać!

A może świtem z rosą
przywitacie się boso?

Świata nie ma — As go zjadł!


Aniu, co to są chmury?

— To latające góry


Powiedz, co to latawce?
— To łaty na nogawce


A powiedz, co to żagiel?
— To piana, jeziorna biel


Aniu, a co to woda?
— To mokra niepogoda


Co to jest zatem Słońce?
— To coś, co ma trzy końce


Powiedz, co to horyzont?
— To to, co najdalej stąd


Aniu, powiedz, co to czas?
— Skoczek, który w buty wlazł


Powiedz, czym jest muzyka?
— To zegar, kiedy cyka


Może wiesz, co to jest świat?
— Świata nie ma, As go zjadł


Powiedz więc, co to dusza?
— Coś, co się w bajkach rusza


Czy jest jeszcze poezja?
— Jej jedynej As nie zjadł


Czy wiesz, Aniu, co to sny?
— Mama, Tata, noc i my!

Ty także masz sny

To, co mała Ania śni
jest jak pestka czereśni

Albo jak łodyżka bzu
albo jak latawiec z lnu


Co się śni małej Ani

jest żaglem przy przystani


Parowcem pod chmurami
nad rzeką, nad lasami


Co przyśni Ania mała
jest jak brzoskwinia cała


Jest jak sok z winorośli
…lubią go też dorośli


Posłuchaj! Co śni Ania
jest jak skrzypki do grania


Fujarki — z drewna, ze szkła
lekko zamglone, gdy mgła


— Czy Ty także miewasz sny?
Tak? Opowiedz, proszę, mi

Bajka dla dzieci dorosłych

Choć przyjaciółmi byli
COŚ i NIC się kłócili
Jam starsze — NIC mówiło
Tak będzie, jest i było
Ty jesteś ważne mało
Pewne swego dodało
Kto by beze mnie istniał?
Czego od Ciebie by chciał?
Odbierać, mój przywilej
Gdy każę dać, dać chciej
Każę Ci przestać, przestań
Świat pomieści ma przystań
Ja jestem doskonałe
Ty chwilowe i małe!


COŚ milczy, gwiazdy liczy

Głowę w rachunkach ćwiczy

Wtem — jakby się zbudziło
Coś z niczego zrobiło

Lublin 1981


[w] Isaac Jacobovsky, Co się śni małej Ani. Wiersze dla dzieci. Maszynopis, Lublin 1981, ss. 9 i nast.