Ojczyzną twórcy jest wszechświat

O Autorze

Autor prac naukowych i literackich. W latach 1974-1989 członek opozycji demokratycznej w Polsce. Zmuszony do wyjazdu z powodu zbyt wielu represji przed 1989 rokiem i po nim.

Przejściowo mieszkał w Szwecji. Od 2007 roku mieszka w Wielkiej Brytanii.

Moje słówka

Isaac Jacobovsky

[fragmenty]

Zamiast motta

Cóż że poeta, gdy go nie znają

Cóż wiersze jego, gdy nie czytają

Pogrzeb grabarza

Na cześć zmarłego grabarza

grabarze pili z lichtarza

pili z buta umarlaka

tak dobrana była paka

Dół mu wykopali wielki

w dół włożyli pół butelki

wcześniej też musieli wypić

żeby się roboty chwycić

Od proboszcza mszalnym jedzie

kumpla w trumnie niosą w przedzie

słonko skryte za chmureczką

nagle kumpel wali w deczko

Kondukt śmieje się pijany

że umarlak ruszył w tany

strasznie tym grabarzy wzruszył

biedaczysko! tak go suszy

Już kolego, już, cichutko!

w dole jest butelka z wódką

ale musisz pić z umiarem

za co chłopie masz tą karę?

Nieboszczyk

Że zawsze był czupurny

buchnął gwoździe do trumny

Więc go dniami stroili

smacznie karmili, poili

Makijaż poprawiali

mankiety świeże dawali

Gacie, spodnie i teczkę

marynareczkę, chusteczkę

Krawacik w czarne kropy

cieplutkie getry na stopy

Buty codziennie lśniące

pachnidła pięknie kojące

Gdy resztki dopijali

w zęby cygaro wsadzali

Tak go stroili, grzali

do dzisiaj nie pochowali

Święta krowa 

W Samoklęskach na zakręcie

krowa miała wielkie wzdęcie

bo napiła się zacieru

gotowego na zjazd kleru

Proboszcz biegnie przez wieś całą

wymachuje wielką pałą

zaraz będzie wieś spowiadał

szukał winnych, drążył, badał

Do geesu wpada blady

piją w środku wiejskie dziady

pod ogórki konserwowe

bo to jest podobno zdrowe

Proboszcz prosto do bufetu

a tam Zocha od kotletów

poznać po proboszcza minie

że się skupi na dziewczynie

Ona zna jego zachcianki

nuci sobie kołysanki

w zlewie to i owo myje

dziadów wszystkich w mordę bije

A gdy lokal pusty cały

w drzwiach przekręca kluczyk mały

i powabne swe tonaże

wyspowiadać księdzu każe

Proboszcz pały nie odkłada

wszystkie grzechy Zochy bada

kiedy ona z wielką skruchą

muska usta twardą gruchą

Wreszcie proboszcz bardziej męski

odetchnęły Samoklęski

chcą mieć chłopa za amboną

chociaż wszyscy w biedzie toną

Pełna będzie jutro taca

żeby proboszcz zwalczył kaca

i nastawił zacier nowy

byle z dala od tej krowy

Święta często ma to wzdęcie

straszy wtedy na zakręcie

w Samoklęskach przez tę krowę

biedy więcej o połowę

Na plebanii

W całkiem małej wsi Biadaczka

psuła się kościelna taczka

bo na taczce wśród zarośli

robił ksiądz to co dorośli

Wiejski głupek się radował

taczkę ciągle reperował

a ksiądz już na nic nie zważał

i co tydzień rzecz powtarzał

‘Ale co on z taczką robi

może jaki cud sposobi

pewnie szuka w ziemni złota

abo z diabłem w taczce lota?’

Głupek bardzo był ciekawy

los uśmiechnął się łaskawy

jeśli złoto… księdza złupi

i plebanię sobie kupi

Zmierzchem skrada się pod krzaki

mija stare dwa czworaki

a za nimi pod wierzbiną

ksiądz na taczce jest z dziewczyną

Taczka jęczy pełna gnoju

dziewka pozbawiona stroju

odmawia liczne pacierze

gdy ksiądz ją duchowo bierze

Potem myje się dokładnie

zgarnia z tacy całkiem ładnie

i odjeżdża pięknym Porsche

diablisko nawet niezgorsze

Dla głuptaka morał taki

by nie chował się za krzaki

gdy w gnoju obca dziewucha

z jego wsi księżulka dmucha

Zgarnia w mig niedzielną tacę!

głupek łapie się za glacę

znów zniszczona księdza taczka

w całkiem małej wsi Biadaczka

Zdrowe chucie na lekcji religii

W szkolnej klasie podczas lekcji
byłeś świadkiem swej erekcji
kiedy weszła praktykantka

Naiwnie myślałeś: randka
tylko to cię zaspokoi
długi sex z nią cię ukoi

Lecz ona dostrzec nie chciała
gdy nogawka twa zadrżała
spełniona ejakulacją

Marzyłeś, by ją kolacją
przy świecach podjąć wieczorem
w szlafroczku z sexi kolorem

I kochać choćby sto razy
gdy chętnie ci się obnaży
zrzucając z gracją odzienie

Jeśli spełni twe życzenie
bo w miłości jesteś spoko
wieszając na takiej oko

Lecz to przecież zakonnica
swą cnotą klasę zaszczyca
chcesz zniszczyć jej święte śluby?

Chcesz sprowadzić się do zguby
to dziewczyna spowiednika
tylko kler jej łono tyka

Widzisz? Spojrzeć ani myśli
może ci się w nocy przyśni
wprawdzie pościel będzie lepka

Za to twoja wiara krzepka
nie ryzykuj swym uczuciem
bo to tylko zdrowe chucie

Ballada ku przestrodze

Wieczór poety jest uroczy

wartko się muza w górę toczy

dosięga szczytów samych nieba

ale poecie więcej trzeba

Psy wiesza zatem na przyjaźni

dzisiaj nie widać, że się błaźni

dopiero jutro późną nocą

dłonie jak nigdy mu się spocą

Warknie na dziwkę w legowisku

przejedzie wzrokiem po swym pysku

wściekle rozbije lustro głową

czując na skórze woń niezdrową

Wypije więcej niż przetrawi

niepewny swojej nowej sławy

a gdy czas przyjdzie pisać dalej

warknie do dziwki: Nalej! Nalej!

Dziwka, gdy fakty wszystkie pozna

olśnienia bladym świtem dozna:

poety ona jest sumieniem

i zawsze będzie jego cieniem

Wspinać się można na szczyt góry

lecz często są to tylko chmury

ważniejsze w życiu twe przyjaźnie

zawsze ważniejsza prawda, błaźnie

Przeciw klientelizmowi
Twórcę spotkałem w barze
coś tam w kąciku maże
wciąga ukradkiem prochy
by skryć wstydliwe szlochy

Cóż! W edynburskim barze
przyszło mu pić w nadmiarze
biedząc się nad kulturą
co jest Koryntu córą

Brzęknie moneta licha
dziwka już na nią czyha
sprzeda twórcę u dworu
hetera bez honoru

Płacz jednak nie pomoże
gdy łajdacy przy dworze
na edynburskim szlaku
prawią o dobrym smaku

Żerują na twórczości:
impotent bez miłości
i oddział epigonów
płaszczących się u tronu

Ważniejsza dla nich forsa
twórca niech się nie dąsa
nie jest dworu klientem
będzie niemym akcentem…

Twórca postawił setę
pijemy pod tapetę
za to co do odkrycia
za piękne dzieło życia

Dykteryjka

Na placu w centrum świata mijały się poetyckie pochody. Ludzie w jednym z nich krzyczeli ‘Nie chcemy żyć! Precz z życiem!’ Tymczasem ludzie w drugim pochodzie krzyczeli ‘Nie chcemy umierać! Precz ze śmiercią!’ Nagle z nieodległej trybuny powitalnej rozległ się dziwny głos ‘Nie chcę żyć i nie chcę umierać!’ Poeci zamilkli, drapali się po głowach, w końcu rozeszli się w znanych tylko sobie kierunkach. Następnego dnia na tym samym placu w centrum świata ponownie mijały się dwa poetyckie pochody. Ludzie w jednym z nich krzyczeli ‘Nie chcemy żyć! Precz z życiem!’ Tymczasem ludzie w drugim pochodzie krzyczeli ‘Nie chcemy umierać! Precz ze śmiercią!’ Nagle z nieodległej trybuny powitalnej rozległ się dziwny głos ‘Chcę umierać i chcę żyć!’ Poeci zamilkli, drapali się po głowach, w końcu rozeszli się, każdy w swoją stronę. Trzeciego dnia na placu w centrum świata spotkały się tylko te dwa dziwne głosy. Za to trybuny powitalne uginały się od poetek i poetów z obu wcześniejszych pochodów. Ludzie usilnie wsłuchiwali się w każdy szept. Chcieliby bardzo dołączyć do pochodu na placu, ale nikt nie wiedział, o co chodzi tym dwóm dziwnym głosom. Poetki i poeci stoją tam do dzisiaj, czekając na jakieś wyjaśnienie. Dla zabicia czasu rozdają sobie medale, pieniądze i komplementy.

Przymiarka
Gdy poeta się poecie
zwierzy nocą że w sekrecie
spotykała się poetka
z dzianym gościem w knajpie Edka
wnet pożali się poeta
że ją kochał lecz to nie ta
miłość co on na nią czeka
bo pokochać chce człowieka
gdy poeta dla kochanki
składa czułe rymowanki
na serwetce z jeleniami
wolność wnoszą butelkami
piją dziś poeci dłużej
ciemną nocą jęczą w chórze
postękują nad swym trudnym
losem w gruncie rzeczy nudnym
wtem do Edka knajpy żony
wchodzą każda z innej strony
aż poetom dech zatkało
mało dzisiaj brakowało
by do Nobla sie przymierzyć
a tu lepiej by im nie żyć
żony krzyczą, szarpią, płaczą
przez to Nobla nie zobaczą

 

Pularda prospołeczna
Twórców mamy pod dostatkiem
idą wnuczek, wnuczka z dziadkiem
do pracowni, do mansardy
namalować dwie pulardy

Dzisiaj właśnie ustalili
że ze sztuki będą żyli
w drobiu zawsze była gratka
wsłuchują się wnuczki w dziadka

dzieła trafią na salony
zamówienia z każdej strony
posypią się jak monety
choć pulardy, to są bzdety

dziadek schyla się po pena
historyczna to wycena
– Taniej będzie dać miernocie
nawet mu zapłacić krocie

Niźli wypchnąć go za bramę
bo podniesie głośny lament
zbierze takich całą masę
proklamuje nazizm z czasem

Tak zrobił austriacki malarz
któremu zbrakło na melanż
chciał namalować pulardę
napotkał krzywdzącą wzgardę

Dziadek jasno prawi racje
prospołeczne kalkulacje
lepiej wesprzeć wnuczka, wnuczkę
bo jak nie… powtórzą sztuczkę

 

Kontrabanda

Raz stójkowy z Hrubieszowa
na granicy zwąchał towar
forsa, spiryt i kobiety
chudy osioł na kotlety

Zawiadomił prędko posła
że poseł dostanie osła
doda nawet swoją żonę
w zamian za posła ochronę

Poseł chłop z dziada pradziada
odmówić mu nie wypada
chociaż osioł nie pasował
na mężatkę się szykował

Nie był biegły w polityce
wolał duże wiejskie cyce
nie raz woził wódę z dziwką
z Ukrainy pod przykrywką

Immunitet miał poselski
i charakter polski, sielski
kradł i łupił co się rusza
prawdziwie słowiańska dusza

Aż przyszła rzecz ze stójkowym
żądał, by był honorowy
i dotrzymał słowa zaraz
chyba, że chce mieć ambaras

Lecz od dawna miał ból głowy
przedsiębiorczy pan stójkowy
bo trunki były skażone
a kobiety zarażone

Posła to nie obchodziło
i zrobiło się niemiło
mężatki szukał tymczasem
cóż, kierował się kutasem

Szukał w stójkowej chałupie
grzebał chochlą w jego zupie
społeczności stracił wsparcie
przez tak jawne z portek parcie

Gdy stójkowy uznał posła
mógł mu oddać tylko osła
stracił żonę, stracił zdrowie
przez interes z posłem w zmowie

Poseł też nie ma dziś wiele
miejsce w ławie w kościele
już nie biega za spódnicą
woli miłość z kim? z oślicą

Bo nie każdy osioł osłem
i nie dziw, że woli z posłem
swawolić chytra oślica
sejm marzy się jej, stolica!

Na wybory pójdzie wkrótce
postawi wszystkim po wódce
niech miasteczko ma swą klasę
i wciąż z kontrabandy kasę

Scenka melancholijna

Dlaczego Pani kładzie tutaj

melancholijną wiązkę ciętych róż?

zamknięta za mną brama kuta

przede mną wieczność: mrok i niemy kurz

Cóż, była Pani moją żoną

kochałem dziwki, rozboje i śpiew

wciąż zabiegany za mamoną

żyłem zbyt szybko, polała się krew

Lecz ginąc byłem bardzo dumny

po śmierci oczy otwieram i – ach!

hańba przybija gwóźdź do trumny

ojcem mych dzieci nie jeden jest gach!

A lista Pani miłosnych cnót

to jedno kłamstwo, w które wierzyłem

na koncie forsa, w sercu dla mnie chłód

rogaczem byłem, idiotą byłem!

Dlaczego Pani przyszła tutaj

z melancholijną wiązką ciętych róż?

haniebna za mną brama kuta

wieczna pogarda w mrocznym świecie dusz

Cenzor i wolność 

Przy KUL-u w Ruchu kiosku

jadłaś śledzie po żydowsku

popijałaś zimną kawą

sztachając się mocną trawą

Tego dnia twój cenzor z troski

kontrolował w mieście kioski

w sercu zarządzenie nosił

i o pewną książkę prosił

Chciał wycofać ją z obrotu

narobiła mu kłopotu

nie zrozumiał jej przed drukiem

wnet ze stołka zleci z hukiem

Jeśli szybko jej nie cofnie

lecz jej nie ma w kiosku oknie

przyniósł więc dwie czekolady

i poprosił, by spod lady

Choć egzemplarz jeden dostał

żeby w pracy jeszcze został

bo cenzura wprost dla niego

zniszczyć może nią każdego

Tylko teraz głupio wyszło

stać mu przed okienkiem przyszło

wdychać zapach twoich śledzi

i to coś, co w trawie siedzi

Nie dziw się, że cenzor krzyczy

widzi siebie już na pryczy

jeśli schowasz tą pozycję

on zasili opozycję

A wprawiony w swej robocie

znów zarabiał będzie krocie

służąc podle czasom nowym

i ideom postępowym

Nie masz na to dobrej rady

prawda zniknie też spod lady

będzie wolność i marycha

…jeśli ktoś rozsądnie wdycha

             Lublin – Edynburg 1996 – 2008

[w] Isaac Jacobovsky, Moje słówka. Maszynopis, ss. 9 i nast. (data powstania Dykteryjki bliżej nieznana; okres licealny)